piątek, 31 lipca 2015

Szósty




    Usłyszałam kroki, drzwi otworzyły się, a w nich...
Najpierw zobaczyłam oślepiające światło, a z niego wyszedł Krystian zaraz za nim Ania...i trójka dzieci. Dwie dziewczynki i chłopiec. Dokładnie tak, jak sobie wymarzyli
-Ania?Krystian?Co wy tu robicie?-Przyszliśmy powiedzieć ci, żebyś się nie martwiła. Jesteśmy szczęśliwi.-powiedział Krystian patrząc na dzieci.-I ty też będziesz szczęśliwa. Tylko uważaj na szefa, to zły człowiek. Może wyrządzić ci wiele krzywdy. Ale przy tobie będzie cały czas ktoś.
-Kto?
-Ktoś z kim będziesz szczęśliwa. Szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Tylko nie przegap go. Bądź czujna. Dogoń swoje marzenia-uśmiechnęła się Ania.-My musimy iść.  Zawsze będziemy z tobą. Pamiętaj szczęściu trzeba pomóc.
-Nie, nie odchodźcie!

-Nie martw się. Jesteśmy z tobą. Odwiedzimy cię jeszcze. Pamiętaj uważaj na siebie..
Wszystko zniknęło.Zobaczyłam na zegarek było kilka minut po ósmej.Ubrałam się, spojrzałam na biurko, które stało pod oknem.Stało na nim zdjęcie uśmiechniętych Ani i Krystiana na tle pięknego ogrodu.Fotografia była w złotej ramce. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po pierwsze nie miałam takiej ramki, po drugie nie stawiałam tu żadnego zdjęcia, po trzecie Anka nie nosiła białych długich sukienek, wyjątkiem był ślub, po czwarte czemu byli tam boso?A może...to nie był sen, oni na prawdę mnie odwiedzili.Odstawiłam zdjęcie na miejsce i poszłam do kuchni.Postanowiłam nie mówić nic Zbyszkowi, bo uzna mnie za wariatkę.
-Dzień Dobry.-uśmiechnęłam się.Zdecydowałam, że jeśli Ania i Krystian powiedzieli, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko muszę mu pomóc to tak się musi stać.A co jeśli tym "kimś" jest Zbyszek? W sumie nie miałabym nic przeciwko.Julka co ty wygadujesz? Nie poznaję cię! skarciłam się w myślach.
-Dzień Dobry.A co ty taka wesoła?-uniósł brwi.
-Bo nie mogę tak bezczynnie siedzieć.Muszę pomóc szczęściu.Zrobisz mi kawy?Wiedziałam, że tak dziękuję.Kochany jesteś.-pocałowałam go w policzek.Boże widzisz i nie grzmisz.Co ja wyprawiam?Przecież go nie lubię.
-Ej.Ja ci mogę nawet kawę co pięć minut robić, jak takie nagrody będę dostawał.
-Śnij dalej.-mruknęłam.Wypiłam kawę i postanowiłam wyjść na spacer.
-A ty gdzie?
-A ty co? Mój ojciec?-uniosłam brew.
-Idę z tobą.Pokażę ci fajne miejsce.- nawet nie zdążyłam nic odpowiedzieć bo ten już zakładał buty.
*godzinę później*
-Daleko jeszcze?
-Już jesteśmy na miejscu.
-Bartman, prowadzisz mnie pierdyliard kilometrów żeby pokazać mi jakiś dom?!
-To nie jakiś dom.To dom Ignaczaków.Chodź.-Ruszył w stronę budynku, ale ja nie zamierzałam.Nie znam ludzi, a mam się im do domu wpraszać?
-Ty jesteś chory. Ja nigdzie nie idę.- W tym momencie wyszedł Igła.Tak, tak po treningu na którym byłam dostąpiłam zaszczytu mówienia wszystkim na "ty".
-O! Co wy tu robicie?Wchodźcie do środka.- no świetnie.Weszliśmy do środka.Poznałam żonę i dzieci Ignaczaka.Okazało się, że Zbych opowiedział wszystkim o śmierci Smolarków.Potem zaczął opowiadać jak to się wczoraj bałam kiedy oglądaliśmy horror.
-Zbyszek!
-Czemu krzyczysz moje imię?- wyszczerzył się, a ja tylko zgromiłam go wzrokiem.
-Zachowujecie się jak stare dobre małżeństwo.-westchnęła Iwona.-może coś z tego będzie?
-Ja z nim? Nigdy w życiu.-dobra podoba mi się, ale to o niczym nie świadczy.
-Ale już mieszkamy razem.-pochwalił się nie jaki Zbigniew B.
-Kurde już? My dopiero po ślubie mieszkaliśmy razem.-powiedział Ignaczak.
-Pobaw się ze mną!- wręcz zażądała mała Dominika.Moja wybawicielka.Kiedy układałam z małą puzzle mówiłam do siebie w myślach. Jak to jest, że tak go nie lubię.Ale jednocześnie tak go potrzebuję, i żyć bez niego nie mogę. Zabawa z córką Ignaczaków trwała jakieś półtorej godziny.Przerwał nam ją pan B informując, że przed nami długa droga...jakbym tego nie wiedziała.Pożegnałam się i zaprosiłam Ignaczaków jutro na kawę.Cóż, oni nas my ich.Po 20 minutach naszej wędrówki nogi odmówiły mi posłuszeństwa.Mój współlokator nie miał wyjścia musiał mnie nieść.
-Dziewczyno ile ty ważysz?
-57 a co?
-Ty jesteś jak piórko.Zacznij jeść bo cię do moich dziadków wywiozę.
-Boję się.Daleko jeszcze? Nudzi mi się.
-O przepraszam księżniczko.
-Chcesz się  kłócić?-uniosłam brwi.Pokiwał przecząco głową.Nie wiem kiedy zasnęłam.Jak się obudziłam poczułam dziwny zapach...zapach musztardy.Dotknęła swojego czoła i...całą rękę miałam w właśnie musztardzie.Pobiegłam do łazienki i spojrzałam w lustro...zabiję tego idiotę.
-Bartman do mnie raz!-wydarłam się, ze chyba pół Rzeszowa mnie słyszało.
-Tak księżniczko?-na mój widok prawie wybuchł śmiechem.
-DO CHUJA WAFLA CO.TO.JEST.
-Ale to nie ja.
-A kto?Nikt inny tu nie mieszka!
-Co wy tak drzecie ryje?-czy przede mną właśnie stoi Bartosz Kurek?Ale to nie wszystko ich jest więcej! Za nim zeszli Michał Kubiak i Piotrek Nowakowski.Zbyszek przedstawił nas sobie(??)Okazało się, że dostali wolne więc postanowili nas odwiedzić.Czy on już wszystkim powiedział, iż mieszkamy razem?!
-Oo widzę, że podoba ci się nasza super Spalska maseczka.-wyszczerzył się ten ostatni.
-3...2..-zaczął odliczać Bartman.
-Zabiję!- krzyknęłam i poszłam do kuchni.Wróciłam uzbrojona w patelnię i nóż.-No, to który zgłasza się jako pierwszy na moje tortury?
-No weź.To sarepska jest! Pomaga na cerę.
-Sugerujesz mi, że moja cera jest brzydka i potrzebuje maseczek?-Kurek coraz bardziej pogrążał siebie i swoich kolegów.
-Nie, ale...
-Co ale?
-Nie nic.Przepraszamy.-bronił Kubiak.
-Ale przyjdziesz na moje wesele, za miesiąc?Bo Zbyszek mówił, że tak.-powiedział Nowakowski.Przeniosłam swój wzrok, patelnię oraz nóż na mojego współlokatora.
-Zbigniewie...
-Tak księżniczko?
-Nie mów tak do mnie.Więc...Zbigniewie zamiarowałeś mi o tym powiedzieć?
-Pewnie, że tak...kiedyś.-nic już nie mówiłam.Ich głupota była tak porażająca.Zmyłam swoją "super Spalską maseczkę" i wróciłam do tych oszołomów.Zaproponowali, mi żebym razem ze Zbysławem pojechała za nimi do Spały.
-Jeśli reszta reprezentacji też jest taka jak wy.Czyli...
-Cudowni, czarujący, przystojni, wysportowani...-zaczął wymieniać Pit.
-Nie, czyli głupi, nienormalni, niezrównoważeni psychicznie i tak dalej to...
-Jedziesz świetnie.To my zostaniemy na noc, a jutro o 8 wyjeżdżamy.-czy mówiłam już Kubiakowi jak bardzo jest wkurzający?Był mały problem bo nie było tylu wolnych łóżek.Więc wspaniałomyślni chłopcy wymyślili że w 5 będziemy spać na ziemi.Oni całkowicie zwariowali.Niech śpią gdzie chcą, ja idę do siebie.
|||||||||||||||||||||||||||||||||||
No więc hej xD
Przyznajcie, że trochę was zaskoczyłam i zanudziłam. tym, że to nie Zbyszek wszedł :D
Ten rozdział jest dość dziwny, nienormalny no i krótki xD Przepraszam <3
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania <3

środa, 29 lipca 2015

Piąty





    Nadszedł dzień pogrzebu i jednocześnie przeprowadzki do Zbyszka.Wyjrzałam przez okno, zanosiło się na to, że będzie padał deszcz.Ubrałam się i o 11:00 wyszłam z bloku w celu odjechania na ostatnie pożegnanie moich przyjaciół.Powstrzymał mnie Bartman.
-Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci jechać samej.
-A czemu nie?
-Dziewczyno, ledwo na oczy widzisz od płaczu.-czy o się martwi?
-Nie mów, że się o mnie martwisz.
-Właśnie powiem.Martwię się o ciebie.-no zamurowało mnie.Wsiadłam do mojego samochodu, na miejscu pasażera.Ruszyliśmy.
-Zbyszek zwolnij!-co z tego, że jechaliśmy 80 km/h.Bałam się.
-Ej, spokojnie.-powiedział.Po 15 minutach jazdy byliśmy w kościele.Kiedy weszliśmy zobaczyłam dwie trumny.Zatrzymałam się.Nie wiedziałam co mam zrobić.Przecież to nie było możliwe, że oni tam leżą.Całą mszę przepłakałam.Ale dopiero na cmentarzu zaczęłam wariować.I to dosłownie.W chwili gdy trumny zjeżdżały do dołka(?) zaczęłam krzyczeć.
-To nie możliwe! Oni żyją! Wypuście ich! Nie możecie ich tak po prostu tam zamknąć!-próbowałam wyrwać się  kurczowego uścisku Bartmana.W tym momencie niebo zaczęło płakać razem ze mną.Chyba przeżywałam to nawet bardziej niż ta prawdziwa rodzina zmarłych Smolarków.Długo jeszcze stałam przy ich grobie.
-Jula chodź.Stoimy tu już dwie godziny.
-Nie mogę ich zostawić.-wyszeptałam.
-Nie zostawisz .Przecież masz ich cały czas tu.-wskazał na serce.-Chodź-złapał mnie za rękę.W drodze powrotnej mój współlokator poinformował, że uwaga...pomoże mi szukać psychologa.Tak p s y c h o l o g a.
-Nie chcę żadnego psychologa.Już raz do jednego chodziłam.Nie, dzięki.
-Ale..
-Dostałam wolne od szefa.Będę  chodzić z tobą na treningi.Będę dla ciebie jak rzep u psiego ogona.
-A myślałem, że będę musiał cię zaciągać wszędzie siłą.-Kiedy wróciliśmy postanowiłam zając się przenoszeniem pudeł.Muszę zapomnieć o tym co się stało.O wypadku, o tym, że ich nie ma ze mną fizycznie.Bo psychicznie zawsze będą.Zapomniałam wspomnieć, iż rodzice Zbigniewa postanowili zostawić nas samych.Niechcący wydało się również nasze kłamstwo.Na początku byli źli, ale potem zrozumieli.Za bardzo truli głowę swojemu synowi.
-Obejrzymy coś?
-Przepraszam, ale nie mam ochoty...Pójdę się położyć.-weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Nie wiem ile czasu byłam w takim stanie.Ogarnęłam się dopiero wtedy jak Zibi poinformował mnie o kolacji.Byłam głodna więc zjadłam.Pomijając fakt, że coś mu w tym budyniu nie wyszło.
-Nie słodzisz?-spytałam
-Słodzę,a co?
-Nie no nic.Tylko ten budyń...
-Zdarza się no.Liczą się chęci.Znowu płakałaś.-spojrzał na mnie.Dość przerażający był ten wzrok.
-Nie ja nie...
-Dobra, dobra.Oglądamy shutter'a?*
-No ok.-Ludzie! Jakbym wiedziała, że to horror w życiu bym się nie zgodziła.
-Brawo Zbigniewie, teraz na pewno usnę-powiedziałam ironicznie.
-Zawsze możesz spać ze mną.
-Nie, dziękuję.Nie skorzystam.-mało nie umarłam ze strachu.Nie spałam całą noc.Przynajmniej tak mi się wydawało.Usłyszałam kroki, drzwi otworzyły się, a w nich...
||||||||||||||||||||||||||||||
Nie bijcie!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.Strasznie się męczyłam z tym rozdziałem.A na dodatek jest taki krótki ;-;
*shutter - o kurde jak ja kocham ten horror <3(lepsza jest wersja z 2004, bo ta druga to podróbka)
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*

sobota, 25 lipca 2015

Czwarty





    (...)W tedy otrzymałam sms i zdębiałam...Był on od mojego szefa
"Anna miała wypadek.Jechała z mężem.Oboje zginęli na miejscu"
 Telefon spadł na ziemię, a mi zakręciło się w głowie. Kiedy się ocknęłam leżałam na kanapie, a wokół mnie siedzieli Zbyszek i jego rodzice.
-Julka wiesz co się stało?-spytała pani Jadzia.
-Zemdlałam bo...o nie.Oni nie żyją Zbyszek.-szepnęłam.
-Kto nie żyje?
-Ania i Krystian, nie znałeś ich.Ale byli mi bardzo bliscy.-Pan Bartman podał mi wodę, a pani Jadwiga mnie przytuliła. Zibi zadzwonił do mojego szefa pytając o dzień i godzinę pogrzebu.Nie mogłam w to uwierzyć.
-Zbyszek...przecież jeszcze wczoraj rozmawiałam z Anią. Kto mi teraz będzie doradzał w sprawach ubioru, kto będzie się kłócił, że powinnam nosić buty na wysokim obcasie? Komu będę się zwierzać ze swoich problemów, komu będę powierzać wszystkie moje sekrety? Boże przecież oni mieli tyle przed sobą. Chcieli mieć trójkę dzieci. Dwie dziewczynki i chłopca.-płakałam wtulona w niego.
-Nie płacz jestem przy tobie. Słuchaj może i znamy się kilka dni, ale nie chcę żebyś teraz była sama.
-Co sugerujesz?
-Może... na prawdę się do mnie przeprowadzisz?
-Żartujesz?
-Nie. Po prostu boję się, że sobie coś zrobisz.
-Nie wiem, przemyślę to... poza tym w ogóle mnie nie znasz.
-Wiem o tobie sporo, ty o mnie też.Pokój gościnny jest. W prawdzie zajmują go teraz moi rodzice, ale niedługo jadą. Słuchaj... może i czasem zachowuję się jak debil, ale taki już jestem.Wytrzymasz ze mną.- w sumie ma rację, nie chcę być teraz sama.
-No, nie wiem. Nie chcę być dla ciebie ciężarem. Przeważnie teraz...kiedy straciłam ostatnie bliskie mi osoby.
-Obrażasz mnie w tym momencie. Poza tym, ty ciężarem? Przecież ty sama skóra i kosci jesteś.No i wiesz zawsze kobieca ręka się przydaje. To jak będzie?- uśmiechnął się.
-Zbyszek ja...
-Super, jutro wszystko załatwię.- nie byłam pewna czy to dobry pomysł.
    Poszłam do mieszkania i przyniosłam pudło ze zdjęciami.Państwo Bartman znów się gdzieś się ulotnili więc postanowiłam pokazać je mojemu przyszłemu współlokatorowi. Nie wiem czemu,ale zaczęłam mu ufać.
-O! A tutaj byliśmy w Zakopanem, złamałam wtedy nogę nad Morskim Okiem.-uśmiechałam się jednocześnie płacząc.Czułam jak bardzo będzie ich bardzo brakować.Już za nimi tęsknie.Długo siedzieliśmy przy fotografiach. Aż dotarliśmy do ostatniej.Był na niej mój były chłopak.Podarłam ją na kawałki.
-Kto to?
-Mój były.Chodził ze mną, a jednocześnie wychowywał swojego synka.Oczywiście ja nic nie wiedziałam.ten chłopiec ma teraz chyba 5 lat.
-Co zrobiłaś jak się dowiedziałaś?
-Dostał w ryj.Zerwałam z nim i się gdzieś przeprowadził.
-A dlaczego wybrałaś pedagogikę?- Zbyszek ewidentnie próbował mnie odwieść od myśli o Ani i Krystianie.
-Lubię dzieci.A ty dlaczego wybrałeś siatkówkę?
-A dlaczego oddychamy? Zawsze chciałem być sportowcem. Próbowałem z różnymi sportami, ale żadnego nie pokochałem tak jak siatkówkę.Potem poznałem Dzika. Może to zabrzmi dziwnie, ale przyznam, że nie wiem co bym zrobił gdybym go stracił.Już raz się z nim pokłóciłem i nie chcę tego powtarzać.I tak rzadko się widujemy, bo on na zgrupowaniach, a mnie nie chcą.-zaśmiał się, ale widziałam, ze boli go brak powołań do reprezentacji.-Niby jeżdżę do nich, ale to nie to samo.
-Na pewno dostaniesz jeszcze nie jedno powołani do reprezentacji.A kto wie...może polecisz do Rio na Igrzyska.
-Pewnie.Jak mnie nie będą znowu chcieli to się przykleję do któregoś jakimś mocnym klejem.-zaśmialiśmy się.Mimo rozmowy i tak było mi cholernie smutno, że nie zobaczę już nigdy Smolarków.Nie będziemy już nigdy śpiewać. Krystian miał na prawdę niezły głos. Życie jest takie niesprawiedliwe.
|||||||||||||||||||||||||||||||||
hej.Przepraszam ze nie komentowałam waszych blogów,a le nie miałam internetu.
Przepraszam za to coś na górze.
Pozdrawiam i zapraszam do kometowania <3

 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Trzeci





    (...)w tym momencie z bloku wyszedł ojciec Zbyszka.No to jestem w dupie.
-No co tak długo? Już myślałem, że moja przyszła synowa uciekła.-Pan Leon czytał mi w myślach.
-Ja nieee...
-Jasne, że nie uciekła.-objął mnie Zibi.-idąc do mieszkania Bartmana, jego tata poinformował, iż razem z żoną postanowili zostać na kilka dni.Po prostu świetnie.Miał być jeden dzień!W środku przywitałam się z Panią Bartman.Była bardzo zadowolona, że skończyłam studia pedagogiczne.A poza tym jest strasznie miła.
-Nie mieszkacie razem?-spytała.
-No..ten tego myy noo-wkopałeś się Zbysiu.-Julka właśnie jutro się będzie do mnie przeprowadzać.-myślałam, że go zabiję.Ale tylko uśmiechnęłam się i kiwnęłam twierdząco głową.
-To może my wam przeszkadzamy?Jeszcze dziś wrócimy do Warszawy.
-Nie, niech państwo zostaną.-no co miałam powiedzieć?Żeby jak najszybciej wyszli?Poszłam ze Zbyszkiem do kuchni.Okazało się, że wszytko na kolację przygotowała mu Iwona-żona Ignaczaka.Kiedy kończyliśmy jeść padło pytanie.
-Ile wy już dzieciaczki jesteście razem?
-Dwa miesiące-powiedział Zbyszek
-Trzy tygodnie-w tym samym momencie odezwałam się ja.Rodzice spojrzeli na nas.
-Dwa miesiące i trzy tygodnie-sprostowałam szybko.
-A jak się poznaliście?-Pani Jadwiga cały czas wypytywała.  
-My no ten...Kochanie może ty opowiesz?- uśmiechnęłam się do mojego "chłopaka"
-Pewnie-spojrzał na mnie morderczym wzrokiem-Więc...Kiedyś Jula w Centrum Handlowy jadąc ruchomymi schodami, tak się zapatrzyła, że biedna wyrżnęła orła na samym dole.No to pomogłem jej wstać i tak od spotkania do spotkania.-chciał mnie pocałować.Co za debil.jak on mógł mnie tak ośmieszyć?!
-Jak ty z nim wytrzymujesz?-spytał najstarszy w naszym towarzystwa.
-Zbyszek jest bardzo kochany, opiekuńczy...Nie wyobrażam sobie życia bez niego.-Julka bo się zakochasz...-pomyślałam.Nie, to nie możliwe, jak można zakochać się w kimś takim? Fakt, faktem do najbrzydszych nie należy, ale jego zachowanie...
 Po skończonym posiłku posprzątałam.Dobrze, że Zbyszek wcześniej wytłumaczył mi mniej więcej gdzie co jest.
-No to ja już się będę zbierać do domu.
-Ale nie krępujcie się...zostań nie będziesz jeździć po nocy samochodem.-odezwała się rodzicielka Bartmana.
-Ale, ja mieszka tu w tym bloku więc...
-Zostań.-jej głos był tak stanowczy, że się przeraziłam.Świetnie, nie miałam przy sobie nic.Wzięłam od mojego "ukochanego" największą koszulkę jaką miał i poszłam się przebrać.Kiedy weszłam do pokoju w który miałam z nim spać stanęłam jak wryta.Przede mną leżał półnagi zawodnik Asseco Resovii Rzeszów.Boże jakie on ma ciało.Nie nie ważne, tego nie było.Położyłam się na samym brzegu łóżka mówiąc pod nosem, że mógłbym spać na ziemi, albo na kanapie.Bartman objął mnie w pasie.
-Łapy przy sobie.-warknęłam.
-Spokojnie kochanie.-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.Przeszedł mnie dreszcz.Nie, no jeszcze tego brakuje, żebyś się naprawdę zakochała.W sumie to przecież nic złego.Nie no, ale w nim?!
Nie mogłam zasnąć zaczęłam wspominać czasy kiedy mieszkałam w Toruniu.To nie był dobry okres w moim życiu.Zawsze jak to wspominam to płaczę.Tak było i teraz.Zapaliła się lampka.
-Czemu ty płaczesz?
-Co? Nie, ja nie płaczę.-kurde, czy musi mi tak drżeć głos?
-Przecież widzę.Ej co jest mała?-atakujący mnie przytulił.
-Zbyszek, nie chcę na razie o tym rozmawiać.-kiwnął głową na znak, iż rozumie.Siedzieliśmy tak chwilę i nic nie mówiliśmy.Tego mi właśnie było trzeba. Żeby ktoś mnie po prostu przytulił i pomilczał ze mną.Chyba zmienię zdanie co do niego. Nie zawsze jest baranem z mózgiem wielkości orzeszka ziemnego.Wreszcie usnęłam.Niestety sen także przypomniał mi moje rodzinne miasto i wszystkie awantury z moim ojcem.


***

    Kiedy się obudziłam nade mną siedział Bartman i patrzył z przerażeniem.
-Co się stało?-spytałam.
-Czy ty zawsze się tak rzucasz po łóżku?Myślałem, że mnie zabijesz.I do tego te teksty.
-Jaki teksty?
-No, mówiłaś komuś żeby cie zostawił i nie bił, że jest nienormalny, nienawidzisz go i takie tam.
-O Boże.Przepraszam.Po prostu coś mi się śniło.
-No domyślam się.Powiesz mi czemu płakałaś?
-Nie chcesz tego słuchać, uwierz.-powiedziałam biorąc moje ubrania ze wczoraj.Weszłam do łazienki, a za mną Zibi.
-Chcę tego słuchać.
-Nie, nie chcesz.-wypchnęłam go z łazienki ubrałam się w to, co miałam na sobie wczoraj.Nie miałam przy sobie nic, więc poszłam do swojego mieszkania.Tam odświeżyłam się i przebrałam.Spakowałam kilka rzeczy i poszłam znów do "10".Po śniadaniu Pani Jadwiga i Pan Leon poszli się przejść.
-No to opowiadaj.
-Dobra-westchnęłam-Więc kiedy mieszkałam w Toruniu z moimi rodzicami to..przeżywałam piekło.Najpierw ojciec znęcał się nad moją mamą.Kiedy miałam dziesięć lat mama nie wytrzymała i...powiesiła się.-łzy mimowolnie zaczęły spływać i po policzkach.-Potem ojciec...
-Bił ciebie, a ty nie wytrzymałaś i uciekłaś.
-Dokładnie tak.-powiedziałam.Musiałam się ogarnąć.W tedy otrzymałam sms i zdębiałam...
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
No to jest trzeci :) Miał być dopiero za tydzień, ale jest taki masakryczny i do tego taki krótki, że szkoda gadać :o
 Dopiero teraz zorientowałam się, że(w opowiadaniu) jest lipiec, a ja wyskoczyłam z treningiem Resovii xD No cóż moja logika...Więc powiedzmy, że wszyscy zawodnicy nie powołani do reprezentacji mają treningi(chyba ze gdzies wyjezdzają)
Zdradzę Wam też, że szykuję się nie mała tragedia, która zbliży Julkę i Zbyszka.
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam <33

piątek, 17 lipca 2015

Drugi





    Obudziło mnie czyjeś dobijanie się do drzwi.Poszłam do kuchni i wzięłam patelnię na wypadek gdyby to był Bartman.Otworzyłam, na szczęście to była Ania.
-Hej, no nie mów że robisz śniadanie.Ty? Nie wierzę-powiedziała wchodząc do środka.
-Co? Nie, wzięłam patelnię na wypadek gdyby to był Bartman.
-Zaraz...ten Bartman? Skąd go znasz? Czemu mi nic nie powiedziałaś?
-Wczoraj wprosił mi się do domu-opowiedziałam jej całą "historię".
-Idź na ten trening!
-Nigdy w życiu. To wieśniak jest.
-Gdyby nie to, że jest 7:30 i wysłał mnie tu nasz szef kłóciła bym się z tobą żebyś tam poszła.
-Co?! Już ta godzina?-świetnie, znowu zaspałam.Ubrałam się najszybciej jak się dało.Wsiadła do samochodu i odjechałam. Dopiero w połowie drogi zorientowałam się, że przecież miałam jechać z Anią.No trudno teraz to już po jabłkach.Po 20 minutach byłam pod budynkiem przedszkola.To, że złamałam wszystkie możliwe przepisy to szczegół.Tak w ogóle,może mi ktoś powiedzieć czemu założyłam buty na obcasie?Powinni wymyślić sport-bieganie w szpilkach.Byłabym mistrzynią.
- Bardzo pana przepraszam, ale zaspałam.-zaczęłam mówić do szefa gdy weszłam do środka.
-Nic się nie stało.Ale czemu mówisz mi na pan?-uśmiechnął się dziwnie.
-Ja jednak uważam, że nie powinnam mówić panu na 'ty'.-Kazał mi iść do dzieci.Nie było ich masakrycznie dużo.W końcu są wakacje.A z powodu, że było ich mało była jedna grupa 3-5 latków.Razem z Anią musiałyśmy się nagimanstykować, żeby znaleźć zabawę która będzie odpowiednia dla każdego dziecka.Gdy przedszkolaki rysowały swoje ulubione zwierzątka tak Julka jesteście takie kreatywne. podszedł do nas jeden z chłopców, chciał coś powiedzieć,ale...zwymiotował i to na moją bluzkę!Ania poinformowała rodziców, a ja zwolniłam się do domu.Całą drogę, aż pod drzwi wyklinałam mój zawód.Oczywiście nie była to wina tego chłopca którego imienia nie pamiętam.Każdemu może się zdarzyć. Bo może prawda?Na szczęście jutro sobota i sobie odpocznę.
-Ej, oszukałaś mnie!Powiedziałaś, że pracujesz do 14. Jest 13 a ty już w domu.-O nie, tylko nie on.Boże co ja takiego zrobiłam, że tak mnie karzesz?
-Bo pracuję do 14.Ale musiałam się zwolnić.-powiedziałam chcąc zamknąć mu drzwi przed nosem, ale Zbyszek był silniejszy.
-Czemu?
-Bo zwymiotowało na mnie dziecko.Myślisz, że tak bluzka pierwotnie tak wyglądała?-czemu ja z nim w ogóle rozmawiam?
-Jesteś opiekunką?
-Przedszkolanką jak już.
-Studiowałaś pedagogikę? Matko moi rodzice będą w siódmym niebie.Zostań moją dziewczyną...na jeden dzień.Błagam.-Nie powiem widok klęczącego Bartmana przede mną był komiczny.
-Boże, na co ja się zgadzam?-podniosłam wzrok ku górze.-Ale na trening z tobą nie idę.
-No to przebieraj się idziemy na trening, a potem do mnie bo obiecałem rodzicom, że dziś przedstawię im moją dziewczynę.
-Głuchy jesteś? Nie.Idę.Na.Trening.A teraz wypad bo chcę się przebrać.-wypchnęłam go z łazienki, tak chodził za mną po całym mieszkaniu.Kiedy zdejmowałam bluzkę wlazł znów do środka.
-No weź pójdź ze mną!
-Bartman!
-Dobra, sorry już wychodzę.-On jest nienormalny.Przebrałam się znów byłam zmuszona założyć obcasy bo przy Zbyszku nawet z moimi skromnymi 175 cm wyglądałam jak krasnal.
-Jedziemy na ten trening.-powiedziałam zrezygnowana.Spytacie czemu zdecydowałam się jechać? Skoro mamy udawać parę przed jego rodzicami muszę coś o nim wiedzieć.W czasie gdy jechaliśmy na halę Podpromie zadawaliśmy sobie różne pytania, Zibi kilka razy pytał o moich rodziców,ale ja zmieniałam temat.Za krótko się znaliśmy żeby mógł wiedzieć o tym wszystkim.
-Jesteśmy na miejscu-powiedział.
-No to ty idź na trening a ja tu posiedzę.
-Nawet nie ma takiej opcji.Wyskakuj.-powiedział otwierając mi drzwi.Posłusznie wysiadłam.Bartman zaczął kierować się na halę, a ja w stronę domu.Nagle poczułam jak przerzuca mnie przez swoje ramię.I tak oto Zbigniew sobie szedł ze mną jak z workiem ziemniaków.Nie wspominając o tym, że miałam na sobie spódnicę!Postawił mnie dopiero przed szatnią.
-Wejdziesz?-spytał i się uśmiechnął.Zignorowałam jego pytanie.
-Co się szczerzysz? Myślisz, że ja jestem jakimś workiem,a ty Świętym Mikołajem?
-O Zbychu! Nie mówiłeś, że masz dziewczynę.-odezwał się Ignaczak.
-Ja go nie znam.-powiedziałam od razu i zaczęłam kierować się do wyjścia.
-Julka, bo znów cię będę niósł jak worek!-krzyknął.Na prawdę zaczynam się go bać.Chociaż bardziej powinnam mojego szefa.Mówiłam już, że cała drużyna się temu przyglądała?
-Co tu się dzieje?!Zbyszek czemu się tak drzesz?-oho, trener Kowal w akcji.
-Trenerze to jest...-zaczął Zibi.
-Jego dzjewcyna.-dokończył Penchev.
-Nie!-krzyknęłam.
-Tak!-odezwała się reszta.Nie no, czyli nie tylko Bartman jest głupi...cała Resovia to oszołomy!

***
    Siedziałam zła na trybunach i oglądałam trening siatkarzy.Kiedy trener ogłosił koniec wszyscy rzucili się do wyjścia.Zanim mój 'chłopak" się ogarnie.Ja będę w połowie drogi do domu.Zabarykaduję się tam, nie ma szans, że pójdę z nim na to spotkanie z jego rodzicami.Z tego wszystkiego zgubiłam się na hali w której byłam setki razy.Do wyjścia odprowadził mnie jakiś straszy pan, który był ochroniarzem. No dobra nie było może bardzo stary...na oko 50 lat.Chyba długo się plątałam bo na parkingu złapał mnie, nikt inny tylko pan B.
-A ty gdzie się wybierasz?
-Do domu nie widać?-nie uwierzycie, znów przerzucił mnie jak worek.Całą drogę nie odzywałam się do niego.Kiedy dojechaliśmy powiedział:
-Badania wykazują, że cichy mężczyzna to myślący mężczyzna, zaś cicha kobieta to wkurzona kobieta.Jesteś zła?
-Nie no coś ty. Tylko dwa razy każdy kto przechodził mógł zobaczyć mój tyłek!Nie wiem co powiesz rodzicom,ale ja nie idę.-W tym momencie z bloku wyszedł ojciec Zbyszka.
||||||||||||||||||||||||||||||||
No i mamy drugi! W ogóle mi się nie podoba xD
W przyszłym tygodniu nie będzie rozdziałów ponieważ wyjeżdżam i nie będę miała laptopa.
Noo to apraszam do komentowania i pozdrawiam <3

poniedziałek, 13 lipca 2015

Pierwszy




    O 7:00 zadzwonił budzik.Boże dlaczego ja muszę tak wcześnie wstawać? Otworzyłam dwie walizki i wyrzuciłam całą ich zawartość jednocześnie stwierdzając, iż nie mam w co się ubrać. Z pomocą przyszła mi Ani, która jak zwykle przyjechała wcześniej niż mówiła.
 -Ty jeszcze nie gotowa?
 -Nie mam co na siebie włożyć-ona tylko westchnęła i zaczęła wybierać ubrania.
 -Ubierz się w to.
 -Chyba zwariowałaś.Nigdy nie założę tych butów?
 -Dlaczego?
 -Pomyślmy...bo będę wyglądać jak żyrafa?
 -Więc...po co je kupiłaś?
 -Bo są ładne-Anka zrobiła tak zwane facepalm i kazała mi się pospieszyć bo nie zdążymy.Oczywiście wszystko musiałam robić w biegu, nawet biec w tych głupich butach, a i tak byłyśmy 20 minut przed czasem.20 minut rozumiecie to.O 9:00 zostałam poproszona do hm...gabinetu? Chyba tak to mogę nazwać.Czułam się jak na przesłuchaniu,ale czemu ja się dziwię? Przecież to rozmowa o pracę.Poza tym dyrektor przedszkola dziwnie na mnie patrzył i mimo wszystko zadawał czasem głupie pytania nie związane z moją pracą.Po co mu do wiadomości czy mam chłopaka?Był tak dziwny, że nawet nie wiedziałam kiedy, ale skłamałam mówiąc;
 -Tak, mam chłopaka od 4 lat-Tak naprawdę od 4 lat nie mam chłopaka.Miałam...to przeszłość, wszystko zostało w Toruniu.Wracając do tematu Dariusz-bo tak kazał mi się do niego zwracać, wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.
 -No więc Juli masz tę pracę.Możesz zacząć od jutra.Widzimy się o 8;00.
 -Dziękuję.Oczywiście jutro będę.-Wychodząc czułam jego wzrok na moich czterech literach.No co za zbok pomyślałam.Opowiedziałam wszystko Ani, zdziwiła się.Mój nowy szef nigdy taki nie był.I nie pozwał mówić do siebie po imieniu.Pożegnałam się z przyjaciółką.Udałam się do sklepu bo w lodówce było tylko światło, a później do domu.Kiedy byłam pod blokiem postanowiłam wziąć też ostanie dwa pudła które mi zostały.Będąc pod drzwiami do mojego mieszkania uderzyłam w coś, 
a raczej kogoś wysokiego.Pudła razem z zakupami spadły na ziemię.
 -Jak chodzisz baranie!Ślepy jesteś idioto?!-No tak, ja zawsze byłam miła.Podniosłam głowę i zdębiałam.Proszę państwa właśnie zwyzywałam Zbigniewa Bartmana.Ale to, że był siatkarzem nie zmieniało faktu, iż nadal jestem zła.
 -Przepraszam.-powiedział.Kurde ja go wyzywam, a on mnie przeprasza.Poczułam jak robię się czerwona.
 -N-nie to...to ja przepraszam.Mogłam patrzeć jak idę.
 -Nic nie szkodzi.Ładnie ci w rumieńcach.-wyszczerzył się.No pięknie, teraz się ze mnie będzie śmiał.Tak nie będziemy rozmawiać panie Bartman.
 -Nie przypominam sobie żebyśmy byli na 'ty'.
 -Ładnie p a n i w tych rumieńcach-poprawił-Mieszka pani pod 8?
 -Owszem, a pan tu mieszka?
 -Owszem.Pod 10.-znów się uśmiechnął.Ja w tym momencie otworzyłam drzwi.-Pomóc ci znaczy...pomóc pani?-nie zdążyłam odpowiedzieć, a ten już trzymał pudła,Jeszcze się bezczelnie do domu wprosił.
 -Jasne wejdź-powiedziałam z sarkazem.
 Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na 'ty'.
 -Julia Wieczorek-wymusiłam uśmiech i wyciągnęłam rękę w stronę siatkarza.
 -Zbych Bartman-uścisnął moją dłoń.Boże jaki matoł.
 -Chcesz kawy?-spytałam z nadzieją, że odmówi...wręcz przeciwnie.
 -Chętnie-usiadł i włączył telewizor.Czuł się tutaj lepiej niż ja.Poszłam do kuchni.Brawo Julka, wprasza ci się do domu człowiek, którego osobiście znasz jakieś pół godziny, a ty go jeszcze na kawę zapraszasz.Tylko ty tak potrafisz.A co jeśli cię zgwałci? -mówiłam do siebie.
 -Spokojnie, nie mam zamiaru cię zgwałcić.-Boże on to słyszał.-Interesujesz się siatkówką?Skąd jesteś? Ile masz lat? Czemu tu się przeprowadziłaś? Ile masz wzrostu? Masz cukier?
 -Mam cukier.A co do reszty pytań...to przesłuchanie czy co?-spytałam podając cukier o który pytał.Nie będę mu się zwierzać.
 -Nie, to nie przesłuchanie, ale muszę wiedzieć kogo zabieram jutro na trening.
 -Że co słucham?Jaki trening? Pogięło cię człowieku? Widzisz mnie pierwszy raz na oczy!
 -Eee...zaktualizuj dane.Widziałem cię wczoraj przed blokiem i dziś rano.Swoją drogą nieźle biegasz w szpilkach.
 -Nigdzie.Z.Tobą.Nie.Idę.
 -Idziesz.
 -Nie, muszę iść do pracy.Od 8 do 14 nie ma mnie w domu.
-Dobrze się składa trening jest o 15:30.Przyjdę po ciebie.Cześć.-po raz setny się uśmiechnął i wyszedł.Co to w ogóle było? Nie ma opcji, że pójdę gdziekolwiek z tym psychopatą.Poza tym on zachowuje się jak wieśniak.No, ale z drugiej strony  to trening Sovii.Będę mogła zobaczyć jak Resoviacy wylewają hektolitry potu i zostawiają serce na boisku robiąc to co kochają.Nie, nie, nie...Julio Wieczorek, córko Antoniego i Elżbiety przywołuję cię do porządku! Nie idziesz na żaden trening.-stała przed lustrem i mówiłam.Rozpakowałam pudła i o 22:30 mogłam oddać się w objęcia Morofeusza.
||||||||||||||||||||||||||||||||||
O zgrozo ile powtórzeń :o 
Dopisałam kilku bohaterów.Zastanawiam się po co ten Paweł Nowicki?
W sumie to nie wiem co napisać xD 
Po prostu zapraszam Was do komentowania i podawania swoich blogów w zakładce"spam" :D


sobota, 11 lipca 2015

Prolog

   
   
     Obudziłam się chyba pierwszy raz od wielu lat szczęśliwa.Dlaczego? Dziś zaczynam nowy rozdział w moim życiu.Bez ciągłych awantur, obwiniania mnie, że to przeze mnie mama się zabiła gdy miałam 10 lat.Oczywiście to mój "kochany tatuś" znęcał się nad nią.Ale to już koniec, dziś są moje 26 urodziny i wszystko się zmieni.Ojciec wychodzi gdzieś na cały dzień.Będę miała czas żeby skończyć pakowanie, opuścić Toruń i wyjechać do Rzeszowa.
-Wychodzę! Będę o 20-powiedział. "O 20 to ja już będę w moim nowym mieszkaniu" pomyślałam i natychmiast zaczęłam pakować resztę rzeczy, które mi zostały.O 8:00 zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Ani, która zawsze mnie wspierała i pomagała we wszystkim. Poinformowałam ją, że właśnie wyjeżdżam.Jeśli dobrze pójdzie o 15:00 powinnam być na miejscu.Włączyłam radio, zaczęła lecieć piosenka Ed'a Sheeran'a "Thinkin Out Loud", zaczęłam nucić. Lubiłam śpiewać, ale tylko jak byłam sama.Kiedy byłam już daleko za Toruniem zadzwoniłam do ojca z dumą informując, iż nigdy więcej się nie zobaczymy. Nie przejął się tym za bardzo.Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.No, ale trudno Bóg nie rozdaje równo, nie mogła wybrać rodziny.


    ***
    O 15:30 byłam w Rzeszowie.Pod blokiem w którym miałam mieszkać czekała na mnie Ania ze swoim mężem Krystianem.
-Julka! Jak my się dawno nie widziałyśmy-przytuliła mnie.Fakt ostatni az widziałyśmy się w Gdańsku na meczu Trefl-Resovia.
-Jeszcze będziecie mieć mnie dość-zaśmiałąm się- o ile znajdę pracę i nie wyląduję pod mostem.
-Po pierwsze wszystkiego najlepszego-powiedział Krystian.
-Po drugie w przedszkolu w którym pracuję mają wolne miejsca.Będę po Ciebie jutro o 8:00.-podziękowałam im.Jak zawsze mnie ratują.Wzięłam walizki i poszliśmy do mieszkania. Resztę postanowiłam wziąć jutro.

||||||||||||||||||||||||
Jezus Maria co to jest :o Przepraszam za to wyżej xD
Strasznie krótki wyszedł ten prolog :/
Ale mam nadzieję, że się spodoba bo zapomniała trochę jak to jest pisać bloga xD
No i zapraszam oczywiście do komentowania i wgl. <3