Zostałam
brutalnie obudzona przez Zbyszka.
-Oddaj
kołdrę debilu! - krzyknęłam. Niestety nie posłuchał. Jeszcze
tego pożałuje. Założyłam kapcie i szlafrok. Oczywiście
zostałam wyśmiana przez Bartmana. Nie zwracałam na niego
uwagi. Ubrałam
się i umalowałam. Kiedy już wyglądałam jak człowiek
wyszłam z łazienki.
-A
podobno nie lubisz chodzić w butach na obcasie.
-Zmieniłam
zdanie.- kiedy już Zibi ruszył swoje szanowne cztery litery
mogliśmy wyjechać w kierunku Warszawy. Przed nami 300 km drogi. Na
szczęście podróż minęła nam bez kłopotów. I już o 12 byliśmy
pod rodzinnym domem siatkarza. Wyszliśmy z samochodu, drzwi domu
otworzyły się. Państwo Bartman byli nieźle zdziwieni, że Zbyszek
znów im mnie przedstawia. Tym razem na poważnie. Weszliśmy do
środka. Wszędzie porozwieszane były stare zdjęcia małych dzieci.
Zbyszka i jego siostry jak mniemam.
-No
Zbysiu wreszcie sobie porządna dziewczynę znalazłeś.- z jakiegoś
pomieszczenia wyszła brunetka z burzą loków na głowie, mojego
wzrostu. - Kasia jestem. Siostra tego bałwana.
-Julka,
dziewczyna tego osła.- obie się zaśmiałyśmy się. Czuję, że
znajdziemy wspólny język.
-Ja
tu stoję. -pomachał ręką mój chłopak. Mój chłopak... Jak to
ładnie brzmi prawda? Pani Jadwiga zawołała nas na obiad.
Zapiekanka z makaronem... Podobno ulubione danie Zibiego. Już wiem
czym będę mogła go w przyszłości udobruchać.
-Na
ile zostajecie?
-Na
cztery dni. - powiedział Zbyszek.
-Chyba
żartujecie. Kasia zostaje na tydzień to wy też.- z panem Leonem
nie warto dyskutować bo i tak postawi na swoim. Ty problem w tym, że
wszystko miałam przygotowane na 3 dni. W sumie, każda okazja jest
dobra żeby wybrać się na zakupy. Oczywiście poinformowałam o
moich zamiarach Zbigniewa. Czy chciał, czy nie musiał ze mną iść
bo nie znałam kompletnie naszej stolicy. Po kolacji siedziałam z
Bartmanem w pokoju, nudząc się strasznie.
-Ubieraj
się idziemy.
-Ale
gdzie?
-Nie
gadaj tylko przebierz się. I załóż wygodne buty. - nie pytałam o
więcej. Mimo że była już 19 było całkiem ciepło. Ubrałam
się, i mogliśmy wyjść. Szczerze to nie wiem po co on mnie
wyciągnął skoro chodziliśmy bez sensu po całej Warszawie.
-Jest
konkretny powód, dla którego wyciągnąłeś mnie z domu?
-A
to, że chcę spędzić trochę czasu z moją dziewczyną nie
wystarczy?- no ja go zabiję.
-Zbyszek,
skarbie. Nogi mi do tyłka włażą. -jęknęłam. Czy mówiłam
kiedyś, że Zbyszek jest kochany? Nie, to dobrze. Bo wcale taki nie
jest.
-Oj
tam, dasz radę. Jak będziesz grzeczna to cię potem na ręce wezmę.
-O
jakiś ty łaskawy Zbigniewie.
-Wiem,
że mnie kochasz.
-Kolejny
błąd.- westchnęłam.
-Menda.
-Bałwan.
-Krowa.
-Świnia.
-Ciekawe
czy nie zapomniałaś jak się pływa.- uśmiechnął się łobuzersko
i po prostu wrzucił mnie do fontanny obok której przechodziliśmy.
Kiedy już wyszłam wyrwałam Bartmanowi moją torebkę i ruszyłam
przed siebie. Dobrze, że zdążyłam wymienić się numerami
telefonu z Kasią. Zadzwoniłam do niej i opisałam miejsce w którym
się znajduję. Po kilku minutach już była, a za nią leciał jej
brat.
-Juleczko
ja cię przepraszam.
-Przegiąłeś.
Nie odzywaj się do mnie i nie dotykaj. -powiedziałam gdy ten chciał
mnie przytulić. Wróciłam do rodzinnego domu Bartmana. Spakowałam
się. Walizkę schowałam do szafy. W nocy Zbyszek próbował mnie
jeszcze przeprosić, ale ja nie zamiarowałam mu wybaczać.
***
Wstałam
o 7;30. Ubrałam
się, pożegnałam się z panią Bartman, która już nie spała.
Powiedziałam, że dostałam telefon od szefa i muszę szybko
pojechać do Rzeszowa. Skłamałam również mówiąc, iż zabiorę
się z koleżanką. Ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Po
kilku minutach siedziałam w autobusie, i byłam w drodze do stolicy
Podkarpacia. Droga mimo że długa minęła mi dość szybko. Tylko
Zbyszek cały czas wydzwaniał. Napisałam Kasi sms'a, iż dotarłam
na miejsce. Przechodząc obok przedszkola w którym pracuję wybiegł
mój szef.
-Julka
kiedy wracasz? Mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu.
-uśmiechnął się. Stał zdecydowanie za blisko, więc się
odsunęłam.
-Nie
wiem. Postaram się.- chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę.
-A
może wejdziesz?
-W
sumie to jestem trochę zmęczona. -weszłam razem z panem Mariuszem
do budynku. Było pusto. W końcu już po 16. Jeszcze nie wiedziałam,
że to był mój największy błąd w życiu.
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
No to
ten. Przybywam do Was z nowym rozdziałem. Trochę mnie nie było.
Wena gdzieś zniknęła, nie widzieliście jej?
Strasznie,krótki
Pozdrawiam <3
Pozdrawiam <3