-Wieczorkówna
wstawaj!- ktoś wydarł mi się do ucha.-Za pół godziny wyjeżdżamy.
-Co?!
I dopiero teraz mnie budzicie? Świnie z was!- pobiegłam szybko do
łazienki. Ekspresowo wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i
umalowałam się. Oczywiście musiała zapomnieć przygotować sobie
wcześniej ubrań. Założyłam więc mój super szlafrok i
równie seksowne kapcie.Weszłam
do pokoju z nadzieją, że Bartmana już nie ma. Niestety był tam i
to nie sam, oczywiście musieli przyjść za nim Nowakowski, Kurek i
Kubiak.
-Eeeej
jak ty seksownie wyglądasz.-zaśmiał się Kubiak. Boże co za
kompromitacja. Nie moja wina. Dobra różu było zdecydowanie za
dużo, no, ale przecież to był prezent od Ani.
-Przymknij
się dobra.-otworzyłam szafę. Od razu zauważyłam coś, czego
nigdy nie miałam na sobie, a mogłam założyć. Ale...czemu by nie
podroczyć się z chłopakami? -Nie mam w co się
ubrać-westchnęłam.
-Kobieto,
masz całą szafę ubrań. Niektóre są nawet jeszcze z metkami!
-Jak
myślicie czy ta bluzka będzie pasować do tych spodni?-zaczęli
jęczeć jak baby. Poszłam się ubrać.
Pomyślałam też, że nie wiadomo co może im przyjść do głowy i
wzięłam zapasowe ubrania. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to
tam szło. Wreszcie ruszyliśmy w kierunku Spały. Co prawda z 15
minutowym opóźnieniem, ale jak to mówią lepiej późno niż
wcale.
-Głodna
jestem.
-Może
musztardy?
-Czy
ciebie to bawi?!
-Ej,
spokojnie.
-Co
spokojnie, wysmarowaliście mnie musztardą. I co może zrobiliście
mi jeszcze zdjęcia co?
-Co
ty okres masz czy jak?
-Nie!Po
porostu jestem zdenerwowana bo przyjeżdżają jakieś oszołomy,
smarują mnie musztardą. Mógłbyś stanąć po mojej stronie
chociaż raz.
-Czyli
tak. Napiszę chłopakom sms'a żeby zjechali na najbliższą stację
bo ty mnie zaraz zabijesz.-Jak powiedział tak zrobił. Zjechaliśmy
na stację.
-Ej
co jest? Przejechaliśmy niecałe 20 kilometrów. Zostało nam
jeszcze 230 zdajecie sobie z tego sprawę?
-Zamknij
się Kurek dobra.
-A
tej co?
-Jest
wkurzona na nas.-powiedział mój towarzysz z samochodu. Poszłam do
sklepu, który znajdował się na stacji. Kupiłam 2 paczki żelek.
-Oo
kupiłaś i mi?- spytał Zbyszek.
-Chyba
śnisz.
-Ale
z ciebie menda.
-Sam
jesteś menda Bartman.-wsiadłam do samochodu. Resztę drogi
odbyliśmy w ciszy. O 12;30 byliśmy na miejscu. Las, las, las i
jeszcze raz las... ja tu zostaję! Zapoznałam się ze wszystkimi
siatkarzami i sztabem. Czy tutaj tylko Możdżonek jest normalnym
człowiekiem?
-Julka-zaczął
Kurek, ale ja nie odpowiadałam.
-Jula-teraz
Kubiak.
-Juleczka-
Zbyszek kontynuował.
-Juuuliaaaaa-
odezwał się Nowakowski. Ja byłam nieugięta.
-Julian.-krzyknął
mi do ucha Bartman,
-Mas
w ryj za Juliana.-złapałam pierwszą rzecz jaką miałam pod ręką.
Jako że siedzieliśmy na trawniku był to kamień... Cóż nie
najlepszy pomysł. Zdjęłam więc buta i rzuciłam w atakującego.
Idealnie w ten parszywy ryj. Brawo Julka zawsze miałaś
cela. Poczułam jak osobnik płci męskiej, który przed
chwilą oberwał podnosi mnie i kieruje się w stronę wejścia do
budynku. Nie muszę wspominać, iż darłam się w niebo głosy żeby
mnie puścił.
-Mam
cię puścić? Nie ma sprawy.- i w tym momencie wylądowałam w
basenie. Z spływaniem u mnie bywa różnie. Ale to szczegół
prawda? Nic się nie stanie jak się trochę podtopię. Więc gdy ja
próbowałam wydostać się z wody chłopaki stali i śmiejąc się
mówili(tu cytat)"nie udawaj, wyłaź"
-Chłopaki
ona na prawdę się topi.-czy Marcin M zawsze mówi z takim stoickim
spokojem?
-O
kurwa -Super heros Batman...to znaczy Bartman skoczył mi na ratunek.
Szkoda, że zanim mnie wrzucił nie pomyślał. Bieniek gdzieś
pobiegł i po chwili wrócił z całym sztabem. Jeszcze nigdy nie
widziałam tak wkurzonego Antigi. O ludzie, jak on krzyczał. Kiedy
doszłam do siebie lekarz reprezentacji zaprowadził mnie do pokoju
któregoś z reprezentantów tam mogłam się ogarnąć
i przebrać. Wzięłam
moją torebkę, wyszłam z Centralnego Ośrodka Sportu, słyszałam
wołanie chłopaków, ale nie zwracałam na nich uwagi.
-Idę
się przejść.-krzyknęłam. Tak naprawdę to kierowałam się na
przystanek autobusowy. Sęk w tym, że nie wiedziałam gdzie on jest.
Zrezygnowałam z powrotu do domu autobusem. Po prostu skręciłam w
jakąś leśną ścieżkę. Błąkałam się tak bez sensu, złość
mi trochę przeszła. Postanowiłam wrócić do ośrodka...tylko jak?
Zaczęłam panikować, zgubiłam się. Nagle zobaczyłam spacerującą
po lesie kobietę. Podbiegłam do niej, miała na oko 50 lat. Okazało
się, że jest stąd. Ania i Krystian rzeczywiście nade mną
czuwają. Miła pani wyprowadziła mnie do ulicy i pokazała w którą
stronę iść. Miałam przed sobą jakieś 4 km drogi, padł mi
telefon i zaczynało się ściemniać. Cudownie po prostu. Gdy byłam
w połowie drogi postanowiłam pobiec. Dawno tego nie robiłam, ale
zważywszy na to, że było już prawie ciemno nie miałam innego
wyjścia.
***
Ujrzawszy
bramę Spalskiego Ośrodka padłam przed nią. Nie miałam siły
zrobić już ani kroku więcej, myślałam, że wypluję płuca. Po
chwili podbiegli do mnie chłopaki.
-Czy
ty oszalałaś? Wiesz jak się martwiliśmy?
-Zgubiłam
się, każdemu się zdarza. No i jak już miła starsza pani pokazała
mi drogę to postanowiłam trochę pobiegać. Mam prośbę.
-Jaką?
-WODY.-wyciągnęłam
rękę z niewidzialnym kubkiem. Kiedy już się napiłam(czyt.
żłopałam jakbym nigdy nie piła) ruszyliśmy z panem B. w drogę
powrotną. Jezu jakie on miał do mnie pretensje, że nie dawałam
znaku życia.
-A co
mam powiedzieć ja? Wrzuciłeś mnie do wody, nie potrafię pływać!
-To
trzeba było uprzedzić.
-To
trzeba było pomyśleć.
-Cóż...musimy
to zmienić. Nauczę cię pływać.
-Zawiążesz
mnie w worek i wyrzucisz a środek jakiegoś jeziora?
-Nie,
zabiorę cię na basen. Chociaż...twoja propozycja nie powiem, jest
kusząca.-wyszczerzył się.-jutro idziemy na basen.
-Tsaa,
to najpierw do galerii. Muszę kupić strój kąpielowy.-przystał na
moją propozycję. Nie miał innego wyjścia. Uznałam, że nie ma co
się gniewać...kiedyś mu się za to odpłacę. Resztę drogi
spędziliśmy na śpiewaniu tz. on śpiewał a ja darłam ryja hitów
z radia. Pierwszy raz śpiewałam przy kimś.
-Masz
kawał głosu.-powiedział Bartman, ja się tylko zaśmiałam.
Potrafi kłamać.
-Weź,
bo uwierzę.- Zibi wyłączył radio, otworzył bardziej okna,
uśmiechnął się do mnie. O co mu chodzi.
-Będę
brał cię-zaczął się drzeć.
-W
aucie!-jakiś chłopak z sąsiedniego pasa przyłączył się.
-Mnie?
-Cię!-
płakałam ze śmiechu. Kiedy wróciliśmy do domu byłam padnięta.
Podróże w takim upale są okropne. Wzięłam pudełko lodów,
włączyłam jakiś film, który obecnie leciał w TV. Po chwili
przyłączył się Zbyszek. I tak sobie żyjemy nie, a co,
jakby to Igła powiedział.
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
I tak to jest jak się nie ma pomysłu na rozdział xD
Pisałam go chyba 3 razy ;-; Jest sporo błędów...chyba xD
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam <3
Fakt, masz rację. Starania się liczą :D Można powiedzieć, że jest długi XD Chociaż ja mogłabym go czytać i czytać ;p
OdpowiedzUsuńTak więc, Zibi bohater XD Ciekawy dzień przeżyła, nie ma co. Prawie się utopiła, zgubiła i niemal wypluła pluca po biegu. Całkiem zwyczajny dzień hahaha
Coś czuję, że dużo takich przygód jeszcze przed nią. Zwłaszcza z tymi siatkarzami :D
Pozdrawiam ;**
Świetnie!!!
OdpowiedzUsuńKapcie xdd won life.
Przyjemnie się czytało, czekam na następny ;)
Saluti ;-*
Byłam święcie przekonana, że przeczytałam ten rozdział rano. Wchodzę teraz, bo tak mnie tknęło i się zdziwiłam, ze nie kojarzę w ogóle początku rozdziału i takim sposobem dotarło do mnie, że miałam otworzone kilka stron na raz, zawołała mnie mama i jak wróciłam to brat grał na kompie i zapomniałam wejść znów. Brawo ja xD Ale przejdę do rzeczy. Widzę, zę chłopaki nieźle wkurzyli Julkę, ale przynajmniej smiała się i miała dobry humor. Tylko Bartman dowalił tym wrzuceniem do basenu. Co za kretyn! A potem jak się zgubiła w tym lesie.. No myślałam, że pójdą i zaczną jej szukać i sami się jeszcze zgubią przy okazji XD W sumie za dużo by było dla niej przygód na te parę dni. Jestem ciekawa jak im wizyta na basenie minie ^^ Kiedy możemy spodziewać się ósemeczki?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;*