poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Siódmy






-Wieczorkówna wstawaj!- ktoś wydarł mi się do ucha.-Za pół godziny wyjeżdżamy.
-Co?! I dopiero teraz mnie budzicie? Świnie z was!- pobiegłam szybko do łazienki. Ekspresowo wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i umalowałam się. Oczywiście musiała zapomnieć przygotować sobie wcześniej ubrań. Założyłam więc mój super szlafrok i równie seksowne kapcie.Weszłam do pokoju z nadzieją, że Bartmana już nie ma. Niestety był tam i to nie sam, oczywiście musieli przyjść za nim Nowakowski, Kurek i Kubiak.
-Eeeej jak ty seksownie wyglądasz.-zaśmiał się Kubiak. Boże co za kompromitacja. Nie moja wina. Dobra różu było zdecydowanie za dużo, no, ale przecież to był prezent od Ani.
-Przymknij się dobra.-otworzyłam szafę. Od razu zauważyłam coś, czego nigdy nie miałam na sobie, a mogłam założyć. Ale...czemu by nie podroczyć się z chłopakami? -Nie  mam w co się ubrać-westchnęłam.
-Kobieto, masz całą szafę ubrań. Niektóre są nawet jeszcze z metkami!
-Jak myślicie czy ta bluzka będzie pasować do tych spodni?-zaczęli jęczeć jak baby. Poszłam się ubrać. Pomyślałam też, że nie wiadomo co może im przyjść do głowy i wzięłam zapasowe ubrania. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to tam szło. Wreszcie ruszyliśmy w kierunku Spały. Co prawda z 15 minutowym opóźnieniem, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale.
-Głodna jestem.
-Może musztardy?
-Czy ciebie to bawi?!
-Ej, spokojnie.
-Co spokojnie, wysmarowaliście mnie musztardą. I co może zrobiliście mi jeszcze zdjęcia co?
-Co ty okres masz czy jak?
-Nie!Po porostu jestem zdenerwowana bo przyjeżdżają jakieś oszołomy, smarują mnie musztardą. Mógłbyś stanąć po mojej stronie chociaż raz.
-Czyli tak. Napiszę chłopakom sms'a żeby zjechali na najbliższą stację bo ty mnie zaraz zabijesz.-Jak powiedział tak zrobił. Zjechaliśmy na stację.
-Ej co jest? Przejechaliśmy niecałe 20 kilometrów. Zostało nam jeszcze 230 zdajecie sobie z tego sprawę?
-Zamknij się Kurek dobra.
-A tej co?
-Jest wkurzona na nas.-powiedział mój towarzysz z samochodu. Poszłam do sklepu, który znajdował się na stacji. Kupiłam 2 paczki żelek.
-Oo kupiłaś i mi?- spytał Zbyszek.
-Chyba śnisz.
-Ale z ciebie menda.
-Sam jesteś menda Bartman.-wsiadłam do samochodu. Resztę drogi odbyliśmy w ciszy. O 12;30 byliśmy na miejscu. Las, las, las i jeszcze raz las... ja tu zostaję! Zapoznałam się ze wszystkimi siatkarzami i sztabem. Czy tutaj tylko Możdżonek jest normalnym człowiekiem?
-Julka-zaczął Kurek, ale ja nie odpowiadałam.
-Jula-teraz Kubiak.
-Juleczka- Zbyszek kontynuował.
-Juuuliaaaaa- odezwał się Nowakowski. Ja byłam nieugięta.
-Julian.-krzyknął mi do ucha Bartman,
-Mas w ryj za Juliana.-złapałam pierwszą rzecz jaką miałam pod ręką. Jako że siedzieliśmy na trawniku był to kamień... Cóż nie najlepszy pomysł. Zdjęłam więc buta i rzuciłam w atakującego. Idealnie w ten parszywy ryj. Brawo  Julka zawsze miałaś cela. Poczułam jak osobnik płci męskiej, który przed chwilą oberwał podnosi mnie i kieruje się w stronę wejścia do budynku. Nie muszę wspominać, iż darłam się w niebo głosy żeby mnie puścił.
-Mam cię puścić? Nie ma sprawy.- i w tym momencie wylądowałam w basenie. Z spływaniem u mnie bywa różnie. Ale to szczegół prawda? Nic się nie stanie jak się trochę podtopię. Więc gdy ja próbowałam wydostać się z wody chłopaki stali i śmiejąc się mówili(tu cytat)"nie udawaj, wyłaź"
-Chłopaki ona na prawdę się topi.-czy Marcin M zawsze mówi z takim stoickim spokojem?
-O kurwa -Super heros Batman...to znaczy Bartman skoczył mi na ratunek. Szkoda, że zanim mnie wrzucił nie pomyślał. Bieniek gdzieś pobiegł i po chwili wrócił z całym sztabem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wkurzonego Antigi. O ludzie, jak on krzyczał. Kiedy doszłam do siebie lekarz reprezentacji zaprowadził mnie do pokoju któregoś z reprezentantów tam mogłam się ogarnąć i przebrać. Wzięłam moją torebkę, wyszłam z Centralnego Ośrodka Sportu, słyszałam wołanie chłopaków, ale nie zwracałam na nich uwagi.
-Idę się przejść.-krzyknęłam. Tak naprawdę to kierowałam się na przystanek autobusowy. Sęk w tym, że nie wiedziałam gdzie on jest. Zrezygnowałam z powrotu do domu autobusem. Po prostu skręciłam w jakąś leśną ścieżkę. Błąkałam się tak bez sensu, złość mi trochę przeszła. Postanowiłam wrócić do ośrodka...tylko jak? Zaczęłam panikować, zgubiłam się. Nagle zobaczyłam spacerującą po lesie kobietę. Podbiegłam do niej, miała na oko 50 lat. Okazało się, że jest stąd. Ania i Krystian rzeczywiście nade mną czuwają. Miła pani wyprowadziła mnie do ulicy i pokazała w którą stronę iść. Miałam przed sobą jakieś 4 km drogi, padł mi telefon i zaczynało się ściemniać. Cudownie po prostu. Gdy byłam w połowie drogi postanowiłam pobiec. Dawno tego nie robiłam, ale zważywszy na to, że było już prawie ciemno nie miałam innego wyjścia.

***
Ujrzawszy bramę Spalskiego Ośrodka padłam przed nią. Nie miałam siły zrobić już ani kroku więcej, myślałam, że wypluję płuca. Po chwili podbiegli do mnie chłopaki.
-Czy ty oszalałaś? Wiesz jak się martwiliśmy?
-Zgubiłam się, każdemu się zdarza. No i jak już miła starsza pani pokazała mi drogę to postanowiłam trochę pobiegać. Mam prośbę.
-Jaką?
-WODY.-wyciągnęłam rękę z niewidzialnym kubkiem. Kiedy już się napiłam(czyt. żłopałam jakbym nigdy nie piła) ruszyliśmy z panem B. w drogę powrotną. Jezu jakie on miał do mnie pretensje, że nie dawałam znaku życia.
-A co mam powiedzieć ja? Wrzuciłeś mnie do wody, nie potrafię pływać!
-To trzeba było uprzedzić.
-To trzeba było pomyśleć.
-Cóż...musimy to zmienić. Nauczę cię pływać.
-Zawiążesz mnie w worek i wyrzucisz a środek jakiegoś jeziora?
-Nie, zabiorę cię na basen. Chociaż...twoja propozycja nie powiem, jest kusząca.-wyszczerzył się.-jutro idziemy na basen.
-Tsaa, to najpierw do galerii. Muszę kupić strój kąpielowy.-przystał na moją propozycję. Nie miał innego wyjścia. Uznałam, że nie ma co się gniewać...kiedyś mu się za to odpłacę. Resztę drogi spędziliśmy na śpiewaniu tz. on śpiewał a ja darłam ryja hitów z radia. Pierwszy raz śpiewałam przy kimś.
-Masz kawał głosu.-powiedział Bartman, ja się tylko zaśmiałam. Potrafi kłamać.
-Weź, bo uwierzę.- Zibi wyłączył radio, otworzył bardziej okna, uśmiechnął się do mnie. O co mu chodzi.
-Będę brał cię-zaczął się drzeć.
-W aucie!-jakiś chłopak z sąsiedniego pasa przyłączył się.
-Mnie?

-Cię!- płakałam ze śmiechu. Kiedy wróciliśmy do domu byłam padnięta. Podróże w takim upale są okropne. Wzięłam pudełko lodów, włączyłam jakiś film, który obecnie leciał w TV. Po chwili przyłączył się  Zbyszek. I tak sobie żyjemy nie, a co, jakby to Igła powiedział.
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
I tak to jest jak się nie ma pomysłu na rozdział xD
Pisałam go chyba 3 razy ;-; Jest sporo błędów...chyba xD
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam <3 

3 komentarze:

  1. Fakt, masz rację. Starania się liczą :D Można powiedzieć, że jest długi XD Chociaż ja mogłabym go czytać i czytać ;p
    Tak więc, Zibi bohater XD Ciekawy dzień przeżyła, nie ma co. Prawie się utopiła, zgubiła i niemal wypluła pluca po biegu. Całkiem zwyczajny dzień hahaha
    Coś czuję, że dużo takich przygód jeszcze przed nią. Zwłaszcza z tymi siatkarzami :D
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie!!!
    Kapcie xdd won life.
    Przyjemnie się czytało, czekam na następny ;)
    Saluti ;-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam święcie przekonana, że przeczytałam ten rozdział rano. Wchodzę teraz, bo tak mnie tknęło i się zdziwiłam, ze nie kojarzę w ogóle początku rozdziału i takim sposobem dotarło do mnie, że miałam otworzone kilka stron na raz, zawołała mnie mama i jak wróciłam to brat grał na kompie i zapomniałam wejść znów. Brawo ja xD Ale przejdę do rzeczy. Widzę, zę chłopaki nieźle wkurzyli Julkę, ale przynajmniej smiała się i miała dobry humor. Tylko Bartman dowalił tym wrzuceniem do basenu. Co za kretyn! A potem jak się zgubiła w tym lesie.. No myślałam, że pójdą i zaczną jej szukać i sami się jeszcze zgubią przy okazji XD W sumie za dużo by było dla niej przygód na te parę dni. Jestem ciekawa jak im wizyta na basenie minie ^^ Kiedy możemy spodziewać się ósemeczki?
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń