poniedziałek, 13 lipca 2015

Pierwszy




    O 7:00 zadzwonił budzik.Boże dlaczego ja muszę tak wcześnie wstawać? Otworzyłam dwie walizki i wyrzuciłam całą ich zawartość jednocześnie stwierdzając, iż nie mam w co się ubrać. Z pomocą przyszła mi Ani, która jak zwykle przyjechała wcześniej niż mówiła.
 -Ty jeszcze nie gotowa?
 -Nie mam co na siebie włożyć-ona tylko westchnęła i zaczęła wybierać ubrania.
 -Ubierz się w to.
 -Chyba zwariowałaś.Nigdy nie założę tych butów?
 -Dlaczego?
 -Pomyślmy...bo będę wyglądać jak żyrafa?
 -Więc...po co je kupiłaś?
 -Bo są ładne-Anka zrobiła tak zwane facepalm i kazała mi się pospieszyć bo nie zdążymy.Oczywiście wszystko musiałam robić w biegu, nawet biec w tych głupich butach, a i tak byłyśmy 20 minut przed czasem.20 minut rozumiecie to.O 9:00 zostałam poproszona do hm...gabinetu? Chyba tak to mogę nazwać.Czułam się jak na przesłuchaniu,ale czemu ja się dziwię? Przecież to rozmowa o pracę.Poza tym dyrektor przedszkola dziwnie na mnie patrzył i mimo wszystko zadawał czasem głupie pytania nie związane z moją pracą.Po co mu do wiadomości czy mam chłopaka?Był tak dziwny, że nawet nie wiedziałam kiedy, ale skłamałam mówiąc;
 -Tak, mam chłopaka od 4 lat-Tak naprawdę od 4 lat nie mam chłopaka.Miałam...to przeszłość, wszystko zostało w Toruniu.Wracając do tematu Dariusz-bo tak kazał mi się do niego zwracać, wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.
 -No więc Juli masz tę pracę.Możesz zacząć od jutra.Widzimy się o 8;00.
 -Dziękuję.Oczywiście jutro będę.-Wychodząc czułam jego wzrok na moich czterech literach.No co za zbok pomyślałam.Opowiedziałam wszystko Ani, zdziwiła się.Mój nowy szef nigdy taki nie był.I nie pozwał mówić do siebie po imieniu.Pożegnałam się z przyjaciółką.Udałam się do sklepu bo w lodówce było tylko światło, a później do domu.Kiedy byłam pod blokiem postanowiłam wziąć też ostanie dwa pudła które mi zostały.Będąc pod drzwiami do mojego mieszkania uderzyłam w coś, 
a raczej kogoś wysokiego.Pudła razem z zakupami spadły na ziemię.
 -Jak chodzisz baranie!Ślepy jesteś idioto?!-No tak, ja zawsze byłam miła.Podniosłam głowę i zdębiałam.Proszę państwa właśnie zwyzywałam Zbigniewa Bartmana.Ale to, że był siatkarzem nie zmieniało faktu, iż nadal jestem zła.
 -Przepraszam.-powiedział.Kurde ja go wyzywam, a on mnie przeprasza.Poczułam jak robię się czerwona.
 -N-nie to...to ja przepraszam.Mogłam patrzeć jak idę.
 -Nic nie szkodzi.Ładnie ci w rumieńcach.-wyszczerzył się.No pięknie, teraz się ze mnie będzie śmiał.Tak nie będziemy rozmawiać panie Bartman.
 -Nie przypominam sobie żebyśmy byli na 'ty'.
 -Ładnie p a n i w tych rumieńcach-poprawił-Mieszka pani pod 8?
 -Owszem, a pan tu mieszka?
 -Owszem.Pod 10.-znów się uśmiechnął.Ja w tym momencie otworzyłam drzwi.-Pomóc ci znaczy...pomóc pani?-nie zdążyłam odpowiedzieć, a ten już trzymał pudła,Jeszcze się bezczelnie do domu wprosił.
 -Jasne wejdź-powiedziałam z sarkazem.
 Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na 'ty'.
 -Julia Wieczorek-wymusiłam uśmiech i wyciągnęłam rękę w stronę siatkarza.
 -Zbych Bartman-uścisnął moją dłoń.Boże jaki matoł.
 -Chcesz kawy?-spytałam z nadzieją, że odmówi...wręcz przeciwnie.
 -Chętnie-usiadł i włączył telewizor.Czuł się tutaj lepiej niż ja.Poszłam do kuchni.Brawo Julka, wprasza ci się do domu człowiek, którego osobiście znasz jakieś pół godziny, a ty go jeszcze na kawę zapraszasz.Tylko ty tak potrafisz.A co jeśli cię zgwałci? -mówiłam do siebie.
 -Spokojnie, nie mam zamiaru cię zgwałcić.-Boże on to słyszał.-Interesujesz się siatkówką?Skąd jesteś? Ile masz lat? Czemu tu się przeprowadziłaś? Ile masz wzrostu? Masz cukier?
 -Mam cukier.A co do reszty pytań...to przesłuchanie czy co?-spytałam podając cukier o który pytał.Nie będę mu się zwierzać.
 -Nie, to nie przesłuchanie, ale muszę wiedzieć kogo zabieram jutro na trening.
 -Że co słucham?Jaki trening? Pogięło cię człowieku? Widzisz mnie pierwszy raz na oczy!
 -Eee...zaktualizuj dane.Widziałem cię wczoraj przed blokiem i dziś rano.Swoją drogą nieźle biegasz w szpilkach.
 -Nigdzie.Z.Tobą.Nie.Idę.
 -Idziesz.
 -Nie, muszę iść do pracy.Od 8 do 14 nie ma mnie w domu.
-Dobrze się składa trening jest o 15:30.Przyjdę po ciebie.Cześć.-po raz setny się uśmiechnął i wyszedł.Co to w ogóle było? Nie ma opcji, że pójdę gdziekolwiek z tym psychopatą.Poza tym on zachowuje się jak wieśniak.No, ale z drugiej strony  to trening Sovii.Będę mogła zobaczyć jak Resoviacy wylewają hektolitry potu i zostawiają serce na boisku robiąc to co kochają.Nie, nie, nie...Julio Wieczorek, córko Antoniego i Elżbiety przywołuję cię do porządku! Nie idziesz na żaden trening.-stała przed lustrem i mówiłam.Rozpakowałam pudła i o 22:30 mogłam oddać się w objęcia Morofeusza.
||||||||||||||||||||||||||||||||||
O zgrozo ile powtórzeń :o 
Dopisałam kilku bohaterów.Zastanawiam się po co ten Paweł Nowicki?
W sumie to nie wiem co napisać xD 
Po prostu zapraszam Was do komentowania i podawania swoich blogów w zakładce"spam" :D


6 komentarzy:

  1. Więc jestem.
    Jest i Zbych xdd
    Bardzo podoba mi się to jak piszesz :) Konkretnie, na temat i nie przynudzasz :) (jak ja)
    Pozdrawiam i do następnego ;-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahhaha Zbychu mnie rozwalił :D On jest zajebisty! ledwo laskę poznał, a już jej wbija na chatę i jeszcze zabiera na trening. Przegenialny :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny <3 Szybko pojawia się Zibi i już udaje mu się namieszać w jej życiu XD Konkretny człowiek z niego XDD
    Ten pracodawca... Nie podoba mi się to, jak sie zachował. Może to będzie jakaś grubsza afera? Tak czuję XD

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń