piątek, 7 sierpnia 2015

Ósmy



 


Obudziłam się na kanapie, przykryta kocem. Obok mnie spał Zbyszek przytulony do poduszki. Poszłam do pokoju, wyjęłam z szafy ubrania i skierowałam się do łazienki. Po porannym rytuale zrobiłam Zibiemu śniadanie. Taki dzień dobroci dla zwierząt. Następnie stanęłam nad nim z miską zimnej co ja gadam lodowatej wody. Ups...chyba niechcący przechyliła się na niego.
-Co jest kurwa?!- zeskoczył jak poparzony, a ja już prawie leżałam ze śmiechu. Ganialiśmy się po całym domu. W końcu dobiegliśmy do kuchni.
-Ooo kanapeczki.- rzucił się na nie, jakby nigdy nic nie jadł. Pokręciłam głową z politowaniem.
-Jedz i idziemy do galerii i mas mnie dziś nauczyć pływać.
-Zobaczymy co da się zrobić.-o 9 wyruszyliśmy do Galerii Rzeszów. Oczywiście na stroju kąpielowym się nie skończyło. Bartman był dziś moim tragarzem. W końcu wyszliśmy z galerii. Staliśmy pod budynkiem w którym znajdował się basen. Zaczynałam mieć coraz większe wątpliwości. Na szczęście Zbyszek okazał się dobrym nauczycielem.
-Udało się!- wskoczyłam na jego plecy kiedy tylko wyszliśmy.
-Czekam na nagrodę.-pokazał na swój policzek. Nie to żebym się cieszyła, że mam go pocałować. Kiedy wróciliśmy do domu była 13. Postanowiliśmy zrobić obiad. To znaczy ja robiłam, a Zibi się patrzył i krytykował.
-Idź mi stąd.-mruknęłam. Oczywiście nie posłuchał. Zjedliśmy spaghetti. Bartman zaczął przygotowywać się do treningu. Położyłam się i zamknęłam oczy. Chyba myślał, że śpię bo przykrył mnie kocem. Wychodząc zrobił coś czego bym się nie spodziewała.
-Kocham cię.- westchnął i pocałował mnie w policzek. Zrobiło mi się tak dziwnie ciepło na sercu. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Czy on to zrobił na prawdę? Nie wiedziałam jak mam się zachować. Ubrałam się i pojechałam na cmentarz. Wcześniej kupiłam dwa znicze. Rozmawiałam z Anią i Krystianem. Straciłam poczucie czasu, nawet nie zauważyłam jak zaczęło się ściemniać. Nagle ktoś położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się, to był Zbyszek.
-Matko, nawet nie wiesz jak się martwiłem.-postanowiłam, że powiem mu prawdę. Ale nie w tym miejscu.
-Chodź na spacer. Musimy pogadać.- zostawił samochód i poszliśmy w stronę pobliskiego parku.
-No to..o czym chciałaś porozmawiać?
-Jak wychodziłeś na trening to...ja nie spałam.- Bartman usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach.
-Boże, jak się wygłupiłem.
-Nie prawda.- położyłam dłoń na jego plecach. -bo widzisz mimo że uważam, że jesteś baranem, świnią, debilem, i czasami żałowałam, że zamieszkałam z tobą, a jak mnie wrzuciłeś do basenu to chciałam się wyprowadzić...No ja też cię kocham. - sama nie wierzyłam w to co mówię. Może to jest to szczęście o którym mówił Krystek i Ania? Może ludzie mają rację, mówiąc, że miłości się nie da się oszukać. Pocałowałam go, a on odwzajemnił.
-Czy to znaczy, że my...-spytał a ja pokiwałam głową twierdząco.
-Nie mówmy o tym nikomu. Na razie...- przystał na moją prośbę. I jak to zdarza się w komediach romantycznych, zrobiło się zimno. Cóż, chyba nie jestem stworzona do takich filmów bo kategorycznie odmówiłam. Utonęłam za to w uścisku siatkarza. Wróciliśmy do samochodu. Zibi próbował namówić mnie żebym spała dziś z nim. Tłumaczył to mówiąc, że będzie mi cieplej. Tak, nie ma to jak jego argumenty.
-Zbyszek nie, nie i jeszcze raz nie.
-No ale..
-Ma być 20 stopni. Nie.
-Ale..
-Chcesz się kłócić? Jesteśmy ze sobą o 30 minut.- zgromiłam go wzrokiem.
-No weź się nie obrażaj. - stanęliśmy pod blokiem.- Buziak na zgodę? -nachylił się nade mną.
-Znamy się? -uniosłam brwi pytająco i wysiadłam. Oczywiście, że się nie obraziłam. Po prostu lubię dręczyć ludzi, a szczególnie tych, których nie lubię.

***
Spałam sobie w najlepsze, gdy znowu ujrzałam to oślepiające światło.
Po raz drugi zobaczyłam Krystiana i Anię.-Znalazłaś swoje szczęście tak jak obiecaliśmy. Ale uważaj nadal nie tylko na szefa. Nie strać swojego szczęścia.-powiedział Krystian.-Pamiętaj nie strać go.
Znowu wszytko zniknęło. Cały czas słyszałam w głowie słowa Krystiana. "nie strać go". Pobiegłam do pokoju Zbyszka. Zaczęłam go budzić.
-Co za siła nieczysta budzi mnie o 2 w nocy?!
-Zbyszek obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że cię nie stracę. - powiedziałam z łzami w oczach.
-Obiecuję. Ale co się stało? Czemu płaczesz? - przytuliłam się do niego i zaczęłam mu opowiadać.
-Kiedyś odwiedzili mnie Smolarkowie. Powiedzieli, że znajdę swoje szczęście. - ominęłam sprawę z szefem bo by mnie do pracy nie puścił.- dziś przyszli znowu i powiedzieli, żeby uważać, bo mogę cię stracić.- rozpłakałam się na dobre. Do głowy przychodziły mi najgorsze scenariusze.
-Cii, nie płacz. Nie zostawię cię, obiecuję.- kołysał się ze mną. Znów odpłynęłam w Krainy Morofeusza.
Obudził mnie krzyk. Jak mniemam Ignaczaka.
-Dlaczego ja nie wiem, że wy jesteście razem?!- skąd on tu się wziął.
-Bo nie jesteśmy. Igła daj spać jest 8 rano.- wymamrotał Zibi i mocniej mnie przytulił.
-Mnie nie oszukacie.
-Dobra jesteśmy razem od wczoraj. Nikt o tym nie wie. I ty też masz nikomu nie mówić. pogroził mu Bartman.
-Krzysiu...co ty tu robisz?-spytałam.
-Aaa bo Iwonka wyjechała z dzieciakami do mojej teściowej na kilka dni i jestem sam. Pomyślałem, że was odwiedzę. A klucze kiedyś dał mi Zibi.- wstałabym z łózka, ale zawsze jak rano wstaję to zakładam szlafrok i kapcie.
-Wstawaj śpiochu!- powiedział Zbyszek.
-Ale ja zawsze zakładam szlafrok i kapcie.-powiedziałam tonem małej dziewczynki.
-Nie ma problemu przyniosę ci.
-Nie, jednak wstaję!- wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Nie mogłam pozwolić żeby kolejna osoba dowiedziała się o moim super zestawie. Igła był u nas do południa. Dziś nie mieli treningu, więc mogli robić co chcieli. Siedziałam sobie na kanapie w salonie i oglądałam wiadomości gdy wszedł lekko zdenerwowany Bartman.
-No zabiję Ignaczaka. Zadzwonił do Dzika. A on do mnie dzwoni z wyrzutami, że najlepszemu kumplowi nie powiedziałem. A jak Kubiak wie, to wie też Nowakowski, a jak pit to i Kurek. Na szczęście obiecali nikomu więcej nie mówić. Wiesz co...zastanawiam się jak duże byłoby zdziwienie moich rodziców.- wyszedł gdzieś i po kilku minutach wrócił.
-Pakuj się jedziemy na kilka dni do Warszawy.
-Zbyszek...

-No co?- wyszczerzył się. On jest naprawdę nienormalny.
|||||||||||||||||||||||
Boże hahah sama się dziwię co ja tam nawymyślałam.
Wiktoria ty proroku. 
Mam nadzieję, że się podoba. Niedługo wystartuję też z nowym blogiem.
link .
Pozdrawiaam <3





4 komentarze:

  1. Pierwsza!

    Widzę, że Cię natchnęłam XD Cieszę sie z takiego obrotu sprawy. Oby byli szczęśliwiii <3
    I że ten jej szef niczego nie popsuje ;-;
    Wspaniały rozdział ;**
    Pozdrawiam :)

    Ps. Widzisz? Ja już jestem prawie jak "WRÓŻBITA KRZYSZTOF" XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział.
    Ps. W wolnej chwili zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskoczyłaś mnie i to serio :D Nie spodziewałam się, że tak szybko będą razem. No i znowu ten sen! Teraz to ja się boję jej powrotu do pracy, bez kitu :O
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, że tak późno...
    Oni się pocałowali!!!
    Dzień dobroci dla zwierząt? No wiesz?
    Nie mówię nic o długości rozdziału, bo u mnie...eh sama wiesz :D
    Buuźki! :-*

    OdpowiedzUsuń