Obudziłam
się na kanapie, przykryta kocem. Obok mnie spał Zbyszek przytulony
do poduszki. Poszłam do pokoju, wyjęłam z szafy ubrania i
skierowałam się do łazienki. Po porannym rytuale zrobiłam Zibiemu
śniadanie. Taki dzień dobroci dla zwierząt. Następnie stanęłam
nad nim z miską zimnej co ja gadam lodowatej wody. Ups...chyba
niechcący przechyliła się na niego.
-Co
jest kurwa?!- zeskoczył jak poparzony, a ja już prawie leżałam ze
śmiechu. Ganialiśmy się po całym domu. W końcu dobiegliśmy do
kuchni.
-Ooo
kanapeczki.- rzucił się na nie, jakby nigdy nic nie jadł.
Pokręciłam głową z politowaniem.
-Jedz
i idziemy do galerii i mas mnie dziś nauczyć pływać.
-Zobaczymy
co da się zrobić.-o 9 wyruszyliśmy do Galerii Rzeszów. Oczywiście
na stroju kąpielowym się nie skończyło. Bartman był dziś moim
tragarzem. W końcu wyszliśmy z galerii. Staliśmy pod budynkiem w
którym znajdował się basen. Zaczynałam mieć coraz większe
wątpliwości. Na szczęście Zbyszek okazał się dobrym
nauczycielem.
-Udało
się!- wskoczyłam na jego plecy kiedy tylko wyszliśmy.
-Czekam
na nagrodę.-pokazał na swój policzek. Nie to żebym się cieszyła,
że mam go pocałować. Kiedy wróciliśmy do domu była 13.
Postanowiliśmy zrobić obiad. To znaczy ja robiłam, a Zibi się
patrzył i krytykował.
-Idź
mi stąd.-mruknęłam. Oczywiście nie posłuchał. Zjedliśmy
spaghetti. Bartman zaczął przygotowywać się do treningu.
Położyłam się i zamknęłam oczy. Chyba myślał, że śpię bo
przykrył mnie kocem. Wychodząc zrobił coś czego bym się nie
spodziewała.
-Kocham
cię.- westchnął i pocałował mnie w policzek. Zrobiło mi się
tak dziwnie ciepło na sercu. Po chwili usłyszałam dźwięk
zamykanych drzwi. Czy on to zrobił na prawdę? Nie wiedziałam jak
mam się zachować. Ubrałam
się i pojechałam na cmentarz. Wcześniej kupiłam dwa
znicze. Rozmawiałam z Anią i Krystianem. Straciłam poczucie czasu,
nawet nie zauważyłam jak zaczęło się ściemniać. Nagle ktoś
położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się, to był
Zbyszek.
-Matko,
nawet nie wiesz jak się martwiłem.-postanowiłam, że powiem mu
prawdę. Ale nie w tym miejscu.
-Chodź
na spacer. Musimy pogadać.- zostawił samochód i poszliśmy w
stronę pobliskiego parku.
-No
to..o czym chciałaś porozmawiać?
-Jak
wychodziłeś na trening to...ja nie spałam.- Bartman usiadł na
ławce i schował twarz w dłoniach.
-Boże,
jak się wygłupiłem.
-Nie
prawda.- położyłam dłoń na jego plecach. -bo widzisz mimo że
uważam, że jesteś baranem, świnią, debilem, i czasami żałowałam,
że zamieszkałam z tobą, a jak mnie wrzuciłeś do basenu to
chciałam się wyprowadzić...No ja też cię kocham. - sama nie
wierzyłam w to co mówię. Może to jest to szczęście o którym
mówił Krystek i Ania? Może ludzie mają rację, mówiąc, że
miłości się nie da się oszukać. Pocałowałam go, a on
odwzajemnił.
-Czy
to znaczy, że my...-spytał a ja pokiwałam głową twierdząco.
-Nie
mówmy o tym nikomu. Na razie...- przystał na moją prośbę. I jak
to zdarza się w komediach romantycznych, zrobiło się zimno. Cóż,
chyba nie jestem stworzona do takich filmów bo kategorycznie
odmówiłam. Utonęłam za to w uścisku siatkarza. Wróciliśmy do
samochodu. Zibi próbował namówić mnie żebym spała dziś z nim.
Tłumaczył to mówiąc, że będzie mi cieplej. Tak, nie ma to jak
jego argumenty.
-Zbyszek
nie, nie i jeszcze raz nie.
-No
ale..
-Ma
być 20 stopni. Nie.
-Ale..
-Chcesz
się kłócić? Jesteśmy ze sobą o 30 minut.- zgromiłam go
wzrokiem.
-No
weź się nie obrażaj. - stanęliśmy pod blokiem.- Buziak na zgodę?
-nachylił się nade mną.
-Znamy
się? -uniosłam brwi pytająco i wysiadłam. Oczywiście, że się
nie obraziłam. Po prostu lubię dręczyć ludzi, a szczególnie
tych, których nie lubię.
***
Spałam
sobie w najlepsze, gdy znowu ujrzałam to oślepiające światło.
Po raz drugi zobaczyłam Krystiana i Anię.-Znalazłaś swoje szczęście tak jak obiecaliśmy. Ale uważaj nadal nie tylko na szefa. Nie strać swojego szczęścia.-powiedział Krystian.-Pamiętaj nie strać go.
Znowu
wszytko zniknęło. Cały czas słyszałam w głowie słowa
Krystiana. "nie strać go". Pobiegłam do
pokoju Zbyszka. Zaczęłam go budzić.
-Co
za siła nieczysta budzi mnie o 2 w nocy?!
-Zbyszek
obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że cię nie stracę. -
powiedziałam z łzami w oczach.
-Obiecuję.
Ale co się stało? Czemu płaczesz? - przytuliłam się do niego i
zaczęłam mu opowiadać.
-Kiedyś
odwiedzili mnie Smolarkowie. Powiedzieli, że znajdę swoje
szczęście. - ominęłam sprawę z szefem bo by mnie do pracy nie
puścił.- dziś przyszli znowu i powiedzieli, żeby uważać, bo
mogę cię stracić.- rozpłakałam się na dobre. Do głowy
przychodziły mi najgorsze scenariusze.
-Cii,
nie płacz. Nie zostawię cię, obiecuję.- kołysał się ze mną.
Znów odpłynęłam w Krainy Morofeusza.
Obudził
mnie krzyk. Jak mniemam Ignaczaka.
-Dlaczego
ja nie wiem, że wy jesteście razem?!- skąd on tu się wziął.
-Bo
nie jesteśmy. Igła daj spać jest 8 rano.- wymamrotał Zibi i
mocniej mnie przytulił.
-Mnie
nie oszukacie.
-Dobra
jesteśmy razem od wczoraj. Nikt o tym nie wie. I ty też masz nikomu
nie mówić. pogroził mu Bartman.
-Krzysiu...co
ty tu robisz?-spytałam.
-Aaa
bo Iwonka wyjechała z dzieciakami do mojej teściowej na kilka dni i
jestem sam. Pomyślałem, że was odwiedzę. A klucze kiedyś dał mi
Zibi.- wstałabym z łózka, ale zawsze jak rano wstaję to zakładam
szlafrok i kapcie.
-Wstawaj
śpiochu!- powiedział Zbyszek.
-Ale
ja zawsze zakładam szlafrok i kapcie.-powiedziałam tonem małej
dziewczynki.
-Nie
ma problemu przyniosę ci.
-Nie,
jednak wstaję!- wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Nie mogłam
pozwolić żeby kolejna osoba dowiedziała się o moim super
zestawie. Igła był u nas do południa. Dziś nie mieli treningu,
więc mogli robić co chcieli. Siedziałam sobie na kanapie w salonie
i oglądałam wiadomości gdy wszedł lekko zdenerwowany Bartman.
-No
zabiję Ignaczaka. Zadzwonił do Dzika. A on do mnie dzwoni z
wyrzutami, że najlepszemu kumplowi nie powiedziałem. A jak Kubiak
wie, to wie też Nowakowski, a jak pit to i Kurek. Na szczęście
obiecali nikomu więcej nie mówić. Wiesz co...zastanawiam się jak
duże byłoby zdziwienie moich rodziców.- wyszedł gdzieś i po
kilku minutach wrócił.
-Pakuj
się jedziemy na kilka dni do Warszawy.
-Zbyszek...
-No
co?- wyszczerzył się. On jest naprawdę nienormalny.
|||||||||||||||||||||||
Boże hahah sama się dziwię co ja tam nawymyślałam.
Wiktoria ty proroku.
Mam nadzieję, że się podoba. Niedługo wystartuję też z nowym blogiem.
link .
Pozdrawiaam <3
Pierwsza!
OdpowiedzUsuńWidzę, że Cię natchnęłam XD Cieszę sie z takiego obrotu sprawy. Oby byli szczęśliwiii <3
I że ten jej szef niczego nie popsuje ;-;
Wspaniały rozdział ;**
Pozdrawiam :)
Ps. Widzisz? Ja już jestem prawie jak "WRÓŻBITA KRZYSZTOF" XD
Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńPs. W wolnej chwili zapraszam do siebie
Zaskoczyłaś mnie i to serio :D Nie spodziewałam się, że tak szybko będą razem. No i znowu ten sen! Teraz to ja się boję jej powrotu do pracy, bez kitu :O
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;*
Przepraszam, że tak późno...
OdpowiedzUsuńOni się pocałowali!!!
Dzień dobroci dla zwierząt? No wiesz?
Nie mówię nic o długości rozdziału, bo u mnie...eh sama wiesz :D
Buuźki! :-*